5 mniej znanych seriali, które kiedyś wciągnęłam jednym tchem

5 mniej znanych seriali, które kiedyś wciągnęłam jednym tchem

Jak wiecie lub nie, jestem trochę serialo-maniaczką. Zwykle mam przynajmniej kilka seriali, które oglądam na raz (plus jeden który już widziałam 5 razy i leci sobie w tle, kiedy tego potrzebuję). Dziś mam dla Was 5 seriali, kompletnie nie na czasie. Są to jednak seriale, które kiedyś oglądałam i bardzo lubiłam lub takie, które swego czasu wciągnęłam dosłownie jednym tchem.

Glinkowy primer Annabelle Minerals - recenzja

Glinkowy primer Annabelle Minerals - recenzja



Przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie cichy bohater mojego codziennego makijażu, mineralny primer Pretty Neutral od Annabelle Minerals. Towarzyszy mi on już od ponad roku i aż trudno mi uwierzyć, że do tej pory nie doczekał się tu recenzji.

Katarzyna Bonda "Florystka" - recenzja książki

Katarzyna Bonda "Florystka" - recenzja książki


Ostatnio w mojej biblioteczce pojawiło się trochę polskich akcentów. Wreszcie można powiedzieć, zwłaszcza, że książki te bardzo przypadły mi do gustu i dziś mogę Was zaprosić na krótką recenzję kryminału "Florystka" Katarzyny Bondy.
Szminki Felicea nr 23 i 25 - krótka recenzja

Szminki Felicea nr 23 i 25 - krótka recenzja


Dziś mam dla Was krótką recenzję szminek Felicea. W marcu, przy okazji promocji na Dzień Kobiet skusiłam się na dwie ich piękne szminki, nr 23 różowy kwarc i nr 25 koral. Dzięki wspomnianej już promocji szminki dostałam razem z pasującymi konturówkami.



Informacje od producenta:

Szukasz bezglutenowej szminki do ust, która długo pozostanie na ustach, a ponadto będzie je chronić i odżywiać? Wybierz naturalną szminkę Felicea, która jest przyjemna w aplikacji, a ponadto zapewnia ustom  intensywne nawilżenie.

Receptura bezglutenowej szminki zawiera wyselekcjonowane składniki naturalne, które poza wyjątkowym kolorem, zapewniają ustom również pielęgnację. Olej z nasion rącznika pospolitego wspólnie z pochodzącym z oliwy z oliwek skwalanem odżywiają, regenerują i wygładzają. Olejek jojoba zmiękcza naskórek i regeneruje warstwę lipidową. Natomiast Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT) zawarte w olejach roślinnych regenerują oraz tworzą barierę ochronną, która poprzez zapobieganie utracie wody, hamuje procesy starzenia skóry. Wosk Candelilla i wosk pszczeli pielęgnują, regenerują, odżywiają, wygładzają i natłuszczają. Witamina E koi i regeneruje oraz minimalizuje procesy starzenia skóry. Mineralna Mika nadaje delikatny pomadkom perłowy połysk. Ten naturalny Kosmetyk nie zawiera glutenu i parabenów oraz nie jest testowany na zwierzętach.
 
SKŁAD: Ricinus Communis Seed Oil - Olej z nasion rącznika pospolitego (olej rycynowy, Hydrogenated Coco Glycerides - Uwodorniona mieszanina monoglicerydów oleju kokosowego, Squalane - Skwalan z oliwy z oliwek, Cera Alba - Wosk pszczeli, Candelilla Cera - Wosk candelilla,Copernicia Cerifera Cera - Wosk carnauba, Simondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil - Olej jojoba, Hydrogenated Vegetable Oil - Uwodorniony olej roślinny, Mica - Mika, Tocopheryl Acetate - Witamina E, Citrus Grandis Peel Oil - Olejek ze skórki grejpfruta, C.I. 77891 - Biały mineralny pigment (21, 22, 23, 24, 25, 26), C.I. 15850 - Czerwony pigment (21, 22, 23, 24, 25), C.I. 77491 - Czerwony mineralny pigment (22, 24, 25, 26), C.I. 77492 - Żółty mineralny pigment (22, 24, 25, 26)                 

Moja opinia: 

Skład szminek jest na prawdę ładny i naturalny, w pierwszej chwili się zdziwiłam, że w opisie pojawia się informacja o braku glutenu, ale w sumie podobno statystyczna kobieta zjada 3,7 kg szminki w ciągu życia, więc dla niektórych to może być ważna informacja. Mimo informacji o perłowym połysku gwarantowanym przez zawartość miki, szminki nie mają drobinek, ale ich wykończenie nie jest matowe, tylko rzeczywiście połyskujące.
Formuła szminek jest kryjąca, kremowa, nadaje się do aplikacji solo, bo nie jest wysuszająca i dobrze się rozprowadza, ja jednak zawsze wolę nałożyć pod szminki pomadkę ochronną. Konturówki są dobrze dopasowane kolorystycznie do szminek, mają odpowiednią twardość - nadają się do precyzyjnego obrysowania ust, ale nie są zbyt twarde. Pod tym względem szczególnie dobrze wypadła konturówka koralowa, ale może po prostu ten kolor był lepiej widoczny na moich ustach.
Szminki nosi się komfortowo, tak jak już pisałam nie są wysuszające. Chociaż oczywiście nie są to długotrwałe, zastygające formuły, ale mi ostatnio najbardziej zależy na utrzymaniu nawilżenia.

Od góry: nr 23 Różowy kwarc i nr 25 Koral

Przechodząc jednak do konkretnych odcieni...

#23 Różowy kwarc




Numer 23, czyli kwarcowy róż to odcień ślicznego, świeżego różu o raczej neutralnych podtonach. Kolor jest średnio intensywny, nie jest to taki cukierkowy, dający po oczach róż, więc nadaje się również do makijażu dziennego.  Według mnie bardzo pasuje do wiosennych makijaży.



#25 Koral




Numer 25, to według mnie kolor pomiędzy typowym koralem a intensywną czerwienią. Jako, że ja sama w intensywnej czerwieni nie czuję się zbyt dobrze, to uważam że wybór tego odcienia, a nie typowej czerwieni, czyli 21 jest jak najbardziej trafny. Odcień ten charakteryzuje się ciepłymi podtonami, jest raczej intensywny, ale tą intensywność można trochę budować.



Co sądzicie o tych odcieniach? Mieliście okazje stosować szminki Felicea? Mi bardzo przypadły do gustu i może kiedyś powiększę swoją kolekcję o inne kolory.
Kilka słów o kosmetycznych pamiątkach z podróży

Kilka słów o kosmetycznych pamiątkach z podróży


Jako, że mamy już w zasadzie weekend majowy, sezon podróżniczy rozpoczyna się na dobre. A w związku z tym postanowiłam podzielić się moimi spostrzeżeniami odnośnie "naturalnych" kosmetyków oferowanych jako pamiątki.

Od kilku lat na wyjazdach rezygnuję z kupowania sobie i innym zwykłych pamiątek, bo zazwyczaj kończą one jako nikomu niepotrzebne zbieracze kurzu. Zwykle stawiam na jedzenie, albo drobną biżuterię np. z lokalnych kamieni albo ceramiki. Jednak wraz z rosnącą modą na naturalne kosmetyki, zauważyłam że przy turystycznych deptakach w kurortach europejskich wyrosły jak grzyby sklepiki oferujące "naturalne" kosmetyki. 

Dlaczego naturalne w cudzysłowie? Bo banery aż krzyczą: naturalne kosmetyki z oliwą z oliwek / aloesem / olejem arganowym, w zależności od tego w jakim miejscu się znajdujemy. Dziewięćdziesiąt kilka procent substancji pochodzenia naturalnego mówi etykieta. A skład sobie. Dla mnie jednak niestety naturalne kosmetyki to nie jest tylko moda i napis na nalepce. Na pewno daleko mi do ideału, ale kiedy sięgam po kosmetyk który naturalnego składu nie ma to robię (a w każdym razie próbuję robić) to świadomie. A nie dlatego, że ktoś mi wciska kity. A większość osób składu nie przeczyta, ja sama z resztą nie znam na pamięć wszystkich substancji, ale po roku czytania składów już czegoś tam się nauczyłam.


Na tyle by nie popełnić takiego błędu jak podczas mojego pobytu na Krecie, kiedy to w uroczej drewnianej budce, z naturalnymi (?) gąbkami i kosmetykami z oliwą nabyłam ten oto żel pod prysznic. Super naturalny. Delikatny, cuda niewidy. Pech chciał, że po powrocie do domu nie użyłam go od razu tylko przeleżał kilka miesięcy i akurat kiedy go znalazłam już co nieco o składach wiedziałam. Patrzę, a tu SLS na drugim miejscu w składzie i kilka innych kwiatków. Z resztą sami zobaczcie:
 
Nie powiem nawet ile za niego zapłaciłam bo się zdenerwuję. Ale żel z SLS o podobnym składzie dostanie się w każdej drogerii za kilka zł. Za tą cenę miałabym natomiast super naturalny ekstra żel z certyfikatami, albo dwa. Teraz to wiem. Owszem, ładnie pachnie i nawet bardzo nie wysusza, ale nie robi nic specjalnego, a ja czuję, że zostałam oszukana przez wszechobecne zapewnienia o naturalności, które widniały i na butelce i w sklepie.


Drugi przykład dostarczyła mi mama, niestety nie uchowało się już opakowanie, więc musicie mi wierzyć na słowo. Z wakacji na Teneryfie przywiozła słoiczek żelu aloesowego, 99% substancji naturalnych (kto da więcej?!). Wyspy Kanaryjskie słyną z plantacji aloesu, no to gdzie kupić jak nie tam? Okazuje się że lepiej byłoby kupić w Polsce żel Aloesove za 20 zł niż taką samą ilość, teoretycznie prosto od producenta, za dwa razy więcej pieniędzy, gdzie w naturalnym składzie mamy PEGi i parabeny. Owszem są to dopuszczone składniki, ja nikomu nie bronię ani ich kupować ani sprzedawać, ale według mnie naklejanie informacji o naturalnym składzie (i zapewne windowanie ceny przy okazji) jest oszustwem i jest niedopuszczalne.


Na szczęście nie oznacza to, że wszystkie kosmetyki oferowane turystom takie są. W zeszłym roku na Zakynthos, w małym sklepiku ze zdrową żywnością kupiłam balsam do ust na wosku pszczelim oraz maść na egzemę, o krótkich naturalnych składach. Wosk pszczeli, oliwa z oliwek, miód i kilka olejów. Słoiczek z balsamem był na tyle pojemny, że używam go od kilku miesięcy, świetnie się sprawdza, a końca nie widać. Maść na egzemę co prawda nie wyleczyła mojego AZS ale koiła suchą skórę i dobrze służyła mi tej zimy. 



Dlatego jeśli chcemy być świadomymi konsumentami, do czego bardzo Was zachęcam, niestety nawet na wakacjach trzeba być czujnym i mieć otwarte oczy. 
Życzę Wam odpoczynku w ten długi (przynajmniej dla niektórych) weekend :)
Copyright © 2014 Convalie , Blogger