Showing posts with label Podróże. Show all posts
Showing posts with label Podróże. Show all posts
Mój tydzień w Portugalii - część I - Porto i Dolina Douro
Cześć! Dzisiejszy post będzie o tematyce nieco innej niż zwykle, a mianowicie napiszę Wam kilka słów o mojej niedawnej podróży do Portugalii. Najpierw na tapetę wezmę miasto Porto oraz jego okolice, w tym piękną Dolinę Duoro, natomiast w kolejnych postach planuję napisać też o Lizbonie i jej okolicach.
Kilka słów o kosmetycznych pamiątkach z podróży
Jako, że mamy już w zasadzie weekend majowy, sezon podróżniczy rozpoczyna się na dobre. A w związku z tym postanowiłam podzielić się moimi spostrzeżeniami odnośnie "naturalnych" kosmetyków oferowanych jako pamiątki.
Od kilku lat na wyjazdach rezygnuję z kupowania sobie i innym zwykłych pamiątek, bo zazwyczaj kończą one jako nikomu niepotrzebne zbieracze kurzu. Zwykle stawiam na jedzenie, albo drobną biżuterię np. z lokalnych kamieni albo ceramiki. Jednak wraz z rosnącą modą na naturalne kosmetyki, zauważyłam że przy turystycznych deptakach w kurortach europejskich wyrosły jak grzyby sklepiki oferujące "naturalne" kosmetyki.
Dlaczego naturalne w cudzysłowie? Bo banery aż krzyczą: naturalne kosmetyki z oliwą z oliwek / aloesem / olejem arganowym, w zależności od tego w jakim miejscu się znajdujemy. Dziewięćdziesiąt kilka procent substancji pochodzenia naturalnego mówi etykieta. A skład sobie. Dla mnie jednak niestety naturalne kosmetyki to nie jest tylko moda i napis na nalepce. Na pewno daleko mi do ideału, ale kiedy sięgam po kosmetyk który naturalnego składu nie ma to robię (a w każdym razie próbuję robić) to świadomie. A nie dlatego, że ktoś mi wciska kity. A większość osób składu nie przeczyta, ja sama z resztą nie znam na pamięć wszystkich substancji, ale po roku czytania składów już czegoś tam się nauczyłam.
Na tyle by nie popełnić takiego błędu jak podczas mojego pobytu na Krecie, kiedy to w uroczej drewnianej budce, z naturalnymi (?) gąbkami i kosmetykami z oliwą nabyłam ten oto żel pod prysznic. Super naturalny. Delikatny, cuda niewidy. Pech chciał, że po powrocie do domu nie użyłam go od razu tylko przeleżał kilka miesięcy i akurat kiedy go znalazłam już co nieco o składach wiedziałam. Patrzę, a tu SLS na drugim miejscu w składzie i kilka innych kwiatków. Z resztą sami zobaczcie:
Na tyle by nie popełnić takiego błędu jak podczas mojego pobytu na Krecie, kiedy to w uroczej drewnianej budce, z naturalnymi (?) gąbkami i kosmetykami z oliwą nabyłam ten oto żel pod prysznic. Super naturalny. Delikatny, cuda niewidy. Pech chciał, że po powrocie do domu nie użyłam go od razu tylko przeleżał kilka miesięcy i akurat kiedy go znalazłam już co nieco o składach wiedziałam. Patrzę, a tu SLS na drugim miejscu w składzie i kilka innych kwiatków. Z resztą sami zobaczcie:
Nie powiem nawet ile za niego zapłaciłam bo się zdenerwuję. Ale żel z SLS o podobnym składzie dostanie się w każdej drogerii za kilka zł. Za tą cenę miałabym natomiast super naturalny ekstra żel z certyfikatami, albo dwa. Teraz to wiem. Owszem, ładnie pachnie i nawet bardzo nie wysusza, ale nie robi nic specjalnego, a ja czuję, że zostałam oszukana przez wszechobecne zapewnienia o naturalności, które widniały i na butelce i w sklepie.
Drugi przykład dostarczyła mi mama, niestety nie uchowało się już opakowanie, więc musicie mi wierzyć na słowo. Z wakacji na Teneryfie przywiozła słoiczek żelu aloesowego, 99% substancji naturalnych (kto da więcej?!). Wyspy Kanaryjskie słyną z plantacji aloesu, no to gdzie kupić jak nie tam? Okazuje się że lepiej byłoby kupić w Polsce żel Aloesove za 20 zł niż taką samą ilość, teoretycznie prosto od producenta, za dwa razy więcej pieniędzy, gdzie w naturalnym składzie mamy PEGi i parabeny. Owszem są to dopuszczone składniki, ja nikomu nie bronię ani ich kupować ani sprzedawać, ale według mnie naklejanie informacji o naturalnym składzie (i zapewne windowanie ceny przy okazji) jest oszustwem i jest niedopuszczalne.
Na szczęście nie oznacza to, że wszystkie kosmetyki oferowane turystom takie są. W zeszłym roku na Zakynthos, w małym sklepiku ze zdrową żywnością kupiłam balsam do ust na wosku pszczelim oraz maść na egzemę, o krótkich naturalnych składach. Wosk pszczeli, oliwa z oliwek, miód i kilka olejów. Słoiczek z balsamem był na tyle pojemny, że używam go od kilku miesięcy, świetnie się sprawdza, a końca nie widać. Maść na egzemę co prawda nie wyleczyła mojego AZS ale koiła suchą skórę i dobrze służyła mi tej zimy.
Dlatego jeśli chcemy być świadomymi konsumentami, do czego bardzo Was zachęcam, niestety nawet na wakacjach trzeba być czujnym i mieć otwarte oczy.
Życzę Wam odpoczynku w ten długi (przynajmniej dla niektórych) weekend :)
Inspiracje Podróżnicze na rok 2019!
Luty, luty, luty. Mimo, że to najkrótszy miesiąc w roku mi zawsze ciągnie się niemiłosiernie. Po nim następuje marzec, który zwłaszcza w tym roku, wcale nie będzie lepszy. Nie ma wolnych dni, zima się przedłuża, tak bardzo pragnę ciepłych, jasnych dni, a one wydają się zwykle bardzo odległe. Wtedy właśnie najbardziej ciągnie mnie do wyszukiwania podróżniczych destynacji.
W poszukiwaniu Polskiej Złotej Jesieni
W tym roku jesienna pogoda jeszcze nie dała mi się we znaki: albo było ciepło i słonecznie, albo było zimno i padało, ale wówczas powietrze w Krakowie było czyściutkie jak nigdy, więc też można było znaleźć powód do zadowolenia. Z uwagi na to, że niedawno nabyłam mój pierwszy samochód i w zasadzie uczę się jeździć od nowa, wybrałam się na małą wycieczkę za Kraków w poszukiwaniu jesieni.
Zamek Tenczyn w Rudnie
Zamek Tenczyn, a w zasadzie ruiny zamku należącego do Szlaku Orlich Gniazd usytuowane są bardzo malowniczo, na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, na wzniesieniu w miejscowości Rudno. Z wieży zamkowej rozciąga się piękny widok, podobno przy dobrej widoczności widać z niej Tatry, niestety mojej wycieczce towarzyszyła czapa okropnego smogu zasnuwającego pół Małopolski, więc nie miałam tyle szczęścia i gór nie widziałam.
Miejsce to jest bardzo urokliwe, myślę, że niezależnie od pory roku, jesienią jednak krajobraz żółto-czerwonych lasów działa dodatkowo na plus.
Tenczyński Park Krajobrazowy
Samochód zaparkowałam na małym leśnym parkingu pod wzgórzem zamkowym, nie od strony miejscowości Rudno, ale od Zalasu. Dlatego też, miałam kilka kroków do jednej ze ścieżek wchodzących w las będący częścią Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego. I tu dopiero w pełni można było poczuć klimat jesiennego lasu, liści pod nogami, pięknych, złotych barw.
Takie małe wyjazdy, pozwalające na oderwanie się od codziennej rzeczywistości pozwalają mi jak nic innego zrelaksować się i zapomnieć o troskach. W Polsce jest tyle pięknych miejsc, że wcale nie trzeba podróżować daleko, by zobaczyć coś wyjątkowego. Znacie jakieś miejsca, które szczególnie polecacie odwiedzić jesienią?
Piękna Emilia-Romania. Częśc druga - Brisighella i Ferrara
Bolonia oprócz tego, że bez wątpienia jest miejscem wartym zobaczenia jest również dobrą bazą wypadową do zwiedzania całego regionu, a może nawet większych wypadów, np. do Wenecji. Ze stacji Bolonia Centrale kursują zarówno pociągi lokalne, jak i intercity, dlatego też podczas naszego przedłużonego weekendu we Włoszech po regionie Emilia-Romania zdecydowaliśmy się podróżować właśnie pociągiem. Dziś opiszę naszą wizytę w uroczym miasteczku Brisighella oraz w Ferrarze, której wspaniałe zabytki wpisane są na listę UNESCO.
Piękna Emilia-Romania. Część pierwsza - Bolonia
Aż wstyd mi przyznać, ale nazwę Emilia-Romania oraz skarby tego regionu poznałam dopiero, gdy bilety na samolot do Bolonii miałam już kupione od paru ładnych tygodni, zarezerwowany nocleg i zaczęłam układać plan naszego zwiedzania podczas podróży. A przecież słyszałam o wpisanej na listę UNESCO Bolonii i nie raz jadłam szynkę parmeńską i parmezan. I jak przyszło mi się ostatnio dowiedzieć na cześć regionu nadaje się nawet imiona dziewczynkom.
Pomimo, że od mojego powrotu z Włoch niedawno minął rok nadal jestem pod wrażeniem miejsc, które tam zobaczyłam, dlatego postanowiłam je tu opisać.
10 "kryminałów" do przeczytania na urlopie, z wakacjami w tle
Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę doczekać się chwili kiedy położę się na leżaku na plaży i słuchając szumu morza pogrążę się w lekturze (robiąc oczywiście stosowne przerwy na podziwianie widoków). Książki można czytać spędzając urlop wszędzie: nad jeziorem, w spokojnej dolince podczas wypadu w góry, we własnym ogrodzie lub miejskim parku, czy też w pokoju, kiedy pogoda na wyjeździe nie dopisuje. Tak czy inaczej dla mnie dłuższy wyjazd od zawsze równa się nadrobieniu zaległości w czytaniu. Na tygodniowy wyjazd zwykle zabieram trzy pozycje, a dwie z nich to kryminały. Jeśli dopiero zaczynacie przygodę ze światem genialnych detektywów zapraszam do zapoznania się z moją listą powieści kryminalnych z motywem wakacyjnym.












